 |
 |
 |
 |
|
|
| Communicanda
III |
|
NAJLEPSZE
WINO ZACHOWAĆ NA KONIEC
Rozważania
na temat podeszłego wieku
COMMUNICANDA 3
8 grudnia 2000
Prot. Nr. 0000 0265/99
Drodzy Współbracia:
1. Wszystkich i każdego z osobna po
bratersku pozdrawiam w Jezusie Chrystusie.
Wraz z członkami Zarządu Generalnego
przekazuję Warn na Nowy Rok najlepsze
życzenia obfitości Bożego Błogosławieństwa.
Łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa niech
zawsze będzie z Wami.
W drugiej Communicandzie Zarządu Generalnego,
Biada mi gdybym nie głosił Ewangelii!
(14 styczeń 1999), wyraziłem pragnienie
napisania w przyszłości listu na
temat duchowych potrzeb "podeszłego
wieku" (n. 41). Obecne rozważania
stanowią jego realizację.
2. Na samym początku pragnę wyjaśnić,
co rozumiem przez wyrażenie „podeszły
wiek". Jeżeli jest prawdą,
że pierwszy etap życia ludzkiego
jest poświęcony wychowaniu, drugi
charakteryzuje się pracą i produkcją,
to w podeszłym wieku człowiek kończy
swoją pracę zawodową. Chociaż,
pisząc ten list, myślę przede
wszystkim o wchodzących w podeszły
wiek, to jednak kieruję go do wszystkich
współbraci Zgromadzenia. Konstytucja
55 przypomina nam bowiem, że bez względu
na wiek wszyscy jesteśmy braćmi
jednej rodziny i realizujemy to samo powołanie;
wszyscy jesteśmy misjonarzami przez całe
życic. Na wszystkich etapach życia
i we wszystkich jego okolicznościach,
mamy się starać o nieustanne pogłębianie
w sobie zakonnej konsekracji. Co więcej,
istotnym prawem naszego życia jest: żyć
we wspólnocie i przez wspólnotę spełniać
dzieło apostolskie (Konstytucja 21).
Ta sama Konstytucja mówi, że wspólnota
jest nie tylko materialnym byciem osób razem,
lecz równocześnie braterską jednością
ducha. Jesteśmy więc powołani
do poświęcenia swoich sił i
zdolności, talentów oraz ograniczeń
na rzecz wspólnoty, a także realizacji
Misji i Charyzmatu, stanowiących sens
naszego życia. Każda zatem wspólnota
powinna zająć się sprawą
podeszłego wieku i jego konsekwencji
dla misjonarzy Redemptorystów.
Dlaczego zajmujemy się tym tematem?
3. Jak wiele
innych Instytutów, tak i nasze Zgromadzenie
znalazło się w nowej rzeczywistości:
wzrastająca liczba współbraci w
podeszłym wieku. Nigdy dotąd nie
było w naszym Zgromadzeniu tylu ludzi
w podeszłym wieku co obecnie. W chwili,
kiedy do Was piszę, Zgromadzenie liczy
5. 596 członków po ślubach; z czego,
520 ma 80 albo więcej lat, podczas gdy
948 kończy 70 lat. Znaczy to, że
26% członków Zgromadzenia jest po 70-tce.
Chociaż cieszymy się błogosławieństwem
posiadania wielu młodych współbraci
– jest więcej 20-latków niż 80-latków
i starszych od nich oraz więcej 30-latków
niż kończących 70 lat – o czym
nie możemy zapominać, stawia nas
to jednak przed wyzwaniami, które należy
podjąć, aby jako wspólnota, dojrzewać
do dawania świadectwa i przepowiadania
Dobrej Nowiny o Królestwie Bożym.
4.
Redemptoryści nie tylko żyją dłużej,
ale wielu współbraci w wieku lat 70 czy
80 cieszy się dobrym zdrowiem i mają
więcej sił niż to było
dawniej. Z drugiej strony jednak wzrasta konieczność
medycznej obsługi wielu współbraci
obłożnie chorych. Nie mniej jednak,
największe wyzwanie jakie staje przed
współbraćmi w podeszłym wieku,
nie polega na podejmowaniu troski o zdrowie,
ale na tym, by umieli oni żyć i
w takiej sytuacji zgodnie z zakonną konsekracją,
zwłaszcza kiedy zachodzi potrzeba całkowitego
wyłączenia się z duszpasterstwa
lub jego ograniczenia. Na tym etapie życia
określenie na nowo swojej misjonarskiej
tożsamości albo reorganizacja swojej
aktywności może grozić niedocenianiem
samego siebie.
5.
W różnych kulturach rozmaicie podchodzi
się do starzenia się i do osób w
podeszłym wieku. Niektóre z nich z wielką
czcią podchodzą do swoich starców.
Sam fakt osiągnięcia pewnego wieku
obdarza osobę godnością, która
wymaga szacunku ze strony społeczności.
Napełnia mnie troską to, że
w dzisiejszym świecie coraz bardziej
szerzy się kultura, która na pierwszym
miejscu stawia młodość, siłę
i zręczność, nie zwracając
dostatecznej uwagi na człowieka w podeszłym
wieku, lub wprost starając się go
"ukryć". Sytuacja ta powoduje
lęk prowadzący do tego, że
wiele osób starszych robi wszystko co możliwe,
żeby "pozostać" młodym.
Często zachęca się ludzi starzejących
się i starych do wycofania się z
polityki i do zaprzestania pracy zawodowej.
Robi się wiele, by mieli oni zapewnioną
opiekę, ale równocześnie pozostawia
się ich na boku, nie traktuje się
ich poważnie i nie dodaje bodźca,
by w dalszym ciągu byli użyteczni
dla społeczności. Taka sytuacja,
może być często bardzo trudna,
zwłaszcza dla mężczyzn, dla
których praca i poczucie wartości to
dwie sprawy ściśle ze sobą
związane. Kiedy jest się niezdolnym
do pracy, wydaje się, że życie
straciło sens. Równocześnie sama
śmierć stalą się tabu.
W wyrafinowanej społeczności, z
racji grzecznościowych, nigdy się
o niej nie mówi, a już z pewnością
nigdy jako o chwili, na którą trzeba
się świadomie przygotować.
Sytuacja w Zgromadzeniu
6.
Nie da się ukryć, że Zgromadzenie
nasze jest pod wpływem tej ambiwalencji
wobec starości. W niektórych częściach
świata świeckie pojęcie "emerytury"
ma wielki wpływ na życie Redemptorystów.
Uważa się, że koniecznie należy
zmniejszyć zakres pracy współbratu
po osiągnięciu przez niego pewnego
wieku. W niektórych wypadkach, niezależnie
od fizycznego czy umysłowego stanu zdrowia,
współbrata w podeszłym wieku pozbawia
się wszelkich ważniejszych funkcji
i odpowiedzialności we wspólnocie. Z
drugiej strony, niektórzy Redemptoryści
przejście na emeryturę traktują
jako prawo nabyte i kiedy osiągną
wiek emerytalny uważają, że
powinni być zwolnieni z obowiązków
na rzecz wspólnoty, celem lepszego zajęcia
się własnymi sprawami. W krajach
o wysokiej stopie życiowej istnieją
Prowincje, gdzie pobieranie emerytur staje
się poważnym problemem, ponieważ
współbracia uważają te pieniądze
za swoją osobistą własność.
Niekiedy, współbracia w podeszłym
wieku koncentrują się wyłącznie
na trosce o zdrowie, zapominając specyficznych
potrzebach duchowych specyficznych dla tego
etapu życia.
7.
Podczas wizytacji Prowincji, ja sam i inni członkowie
Rady Generalnej, często jesteśmy
zbudowani postawą najstarszych współbraci.
Widać jak z upływem lat umocnili
swoją misjonarską identyczność.
Są też tacy, którzy umieją
dzielić się, zwłaszcza z młodymi,
nabytą mądrością. Każdego
roku otrzymuję listy od naszych jubilatów,
Braci i kapłanów, którzy obchodzą
50 i więcej lat życia w Zgromadzeniu.
Listy te przepełnione są ogromną
wdzięcznością, pokorą
i gorliwością. Często mnie
one wzruszają, tak że dzielę
się ich świadectwem z innymi członkami
Zarządu Generalnego.
8.
Niestety, sam fakt starzenia się, nie gwarantuje
zawsze takich pozytywnych postaw. Podczas
wizytacji spotykamy również współbraci
sfrustrowanych, rozczarowanych, a nawet zgorzkniałych.
Smutniejszy jest jeszcze widok współbraci
zmartwionych szybkimi zmianami zachodzącymi
w Kościele i naszym Zgromadzeniu. Niektórzy
uważają, że Zgromadzenie stało
się niewierne swojemu charyzmatowi i
swojej misji w Kościele i widzą
w tym znak opuszczenia nas przez Pana Boga.
9.
Oto niektóre sytuacje i niepokoje, które mnie
skłaniają do napisania tego listu.
Równocześnie, chciałbym też
podzielić się pewnymi refleksjami
w związku z ostatnią Kapitułą
Generalną, która poleca nam, abyśmy
wybrali duchowość jako pryzmat,
poprzez który chcemy postrzegać wszystkie
aspekty naszego życia (Posłanie
końcowe, n. 5). Chciałbym też
zaprosić was wszystkich będących
w podeszłym wieku, do zastanowienia się
nad sposobem w jaki pielęgnujemy i wyrażamy
nasz związek w wierze z Jezusem (Posłanie
końcowe, n. 3) jako wspólnota, i jakie
są wyzwania nawrócenia, aby bardziej
z bliska pójść za Jezusem na każdym
etapie naszego życia misjonarskiego.
10.
Piszę ten list także z osobistych racji.
Miałem ten przywilej pierwszych łaskę
przeżywania pierwszych lat w Zgromadzeniu
ze wspaniałymi współbraćmi
w podeszłym wieku. Ich słowa i przykład
jeszcze dziś mają wpływ na
moje życie. Redemptoryści ci dzielili
się ze mną swoją misjonarską
tajemnicą, łączyli mnie z historią
mojej Prowincji i uczyli mnie kochać
Zgromadzenie oraz wierzyć w jego przyszłość.
Większość z nich już zmarło.
Modlę się dla nich o pełnię
Bożej radości. Z wielką wdzięcznością
poświęcam ten list wszystkim świadkom
wierności z nadzieją, że te
rozważania i mnie pomogą być
dobrym Redemptorystą w czekających
mnie latach, oraz że i ja będę
mógł pomóc w tym młodemu współbratu
rozpoczynającemu swoją życiową
drogę.
Życie jako pielgrzymka
11.
Pielgrzymka jest aktem religijnym spotykanym
tak w większości wielkich religii,
jak i w wielu kulturach. Jest godnym zauważenia,
że tradycja i pojęcie pielgrzymki
przetrwało w niektórych społecznościach,
chociaż na skutek sekularyzacji zanikły
w nich inne tradycyjne praktyki i manifestacje
religijne. Być może jest to spowodowane
faktem, że pielgrzymka jest pewnego rodzaju
obrazem tego, czego człowiek doświadcza
w życiu. Oczekujemy, żeby przynajmniej
nasze życie było rozumiane tak jak
je postrzegamy, a nie jako zwykły produkt
przypadkowego zbioru atomów o ślepym
przeznaczeniu, czy po prostu biologicznych
bodźców. Czujemy, że życie
nasze rozpoczęło się w jakimś
określonym miejscu i jest skierowane
do konkretnego celu. Jak pielgrzymi zmierzający
w kierunku niewidzialnego sanktuarium, staramy
się odnaleźć sens naszego pielgrzymowania
poprzez życie "w marszu" do
określonej mety, czy określonej
Osoby, którą dostrzegamy "jak gdyby
w lustrze, w sposób niewyraźny"
(l Kor. 13, 11).
12.
Świętości pielgrzymowania nie
doświadcza się jedynie przez dotarcie
do upragnionej mety. Powołanie pielgrzyma
przeżywa się na co dzień, w
każdej godzinie, w każdej minucie
dnia; w każdym kroku postawionym z wiarą.
Podczas pielgrzymowania po drodze życia
jesteśmy świadomi pewnego paradoksu:
krocząc drogami pielgrzymowania radykalnie
się zmieniamy, pozostając równocześnie
takimi samymi. To znaczy, że możemy
rozpoznawać ważne etapy, albo różne
fazy poprzez które przechodzimy, podczas gdy
istota naszej tożsamości pozostaje
tajemniczo niezmienna. Jakąś ogólną
metaforą tego paradoksu jest dzień:
występuje w nim poranek, południe
i wieczór, które traktujemy jako coś
oddzielnego, pomimo że stanowią
one jedność. Każdy etap naszego
życia stanowi niezależną wartość
i właśnie jako taki powinien być
przeżywany, a nie jedynie jako przygotowanie
do następnego; etapy te pozostają
równocześnie w jedności ze sobą.
13.
Zdarza się czasami, że okoliczności
zmuszają kogoś do przedwczesnego
przejścia do następnego etapu życia.
Mam tu na myśli przerażającą
sytuację dzieci, które wskutek ubóstwa,
zmuszone są do podjęcia odpowiedzialności
osób dorosłych, takich jak konieczność
wyżywienia swojej rodziny, albo konieczność
zastąpienie chorego ojca. Uważamy
za tragedię sytuację, kiedy przedwcześnie
kończy się ludzkie życie zanim
zdołało się rozwinąć
i mogłoby być "w pełni"
przeżyte. Może też się
zdarzyć, że w czasie naszej drogi,
ktoś ma opory przy przejściu do
następnego etapu, jak np. ktoś dorosły,
który chce na zawsze pozostać młodym.
Ale takie pragnienie, poza tym, że jest
bezużyteczne, prowadzi równocześnie
do frustracji. Niezależnie od tego, czy
nam się to podoba czy nie, nieustannie
stajemy wobec faktu, że w życiu
przechodzimy przez różne etapy. Innymi
słowy, nieustannie stajemy przed faktem
starzenia się.
14.
Świadomość starzenia się
wywarła wpływ na różnych autorów
duchowości, takich między innymi,
jak: św. Paweł Apostoł i Papież
Jan Paweł II. Św. Paweł dla
określenia procesu stawania się
uczniem Chrystusa posługuje się
metaforą ludzkiego wzrostu, albo starzenia
się (np. l Kor. 3, 1-2; 13,11). W adhortacji
apostolskiej Vi ta Consecrata (1996), Jan
Paweł II zachęca osoby zakonne do
zaakceptowania różnych etapów życia
i do nieustannego wysiłku do wzrastania
w człowieczeństwie i byciu osobą
konsekrowaną, jako że "na żadnym
etapie życia nie można się
uważać wystarczająco bezpiecznym
i gorliwym, żeby wykluczyć konieczność
określonych wysiłków dla zabezpieczenia
wytrwania w wierność, na żadnym
też etapie życia nie można
się uważać za osobę w
pełni dojrzałej (n. 69).
15.
Co znaczy być Redemptorystą, kiedy
już nie można pracować w duszpasterstwie,
czy pełnić odpowiedzialnych funkcji,
jak to było w młodości? Bogu
dzięki, odpowiedź Zgromadzenia na
tę nową sytuację nie rozpoczyna
się niniejszym listem. Wiele Prowincji
podjęło już odpowiednie środki,
żeby zaradzić fizycznym i psychicznym
potrzebom współbraci w podeszłym
wieku. Można wskazać pokaźną
bibliografię współczesnych nam autorów
z dziedziny duchowości, w tym Redemptorystów,
którzy ukazują specyficzne zagrożenia
przed jakimi stają kandydaci wchodzący
w podeszły wiek. Mam nadzieję, że
współbracia we własnym zakresie
i Zarządy (Wice)Prowincjalne ze swej
strony, znają te pomoce i z nich korzystają.
Być może list ten pomoże nam
uświadomić sobie wzrastającą
w Zgromadzeniu liczbę współbraci
w podeszłym wieku i zrozumieć, że
ich potrzeby wychodzą daleko poza troskę,
jedynie o ich zdrowie fizyczne i o hobby,
ponieważ nie ma emerytury od ślubów
zakonnych, które "są aktem decydującym
o całym życiu misjonarskim Redemptorysty"
(Konstytucja 54).
16.
Chciałbym tutaj ograniczyć zakres moich
rozważań i nie mówić o wszystkim
co się wiąże z procesem starzenia
się. Skoncentruję się przede
wszystkim, na pewnym elemencie tego procesu,
jakim jest wyzbywanie się wielu spraw
oraz zadań, a pozostawianie ich innym.
Razem z wami chciałbym też zobaczyć,
jak takie właśnie doświadczenie
może stać się okazją do
duchowego wzrostu. To co tutaj napiszę,
może być jeszcze przez was poszerzone
i ubogacone, zwłaszcza przez starszych
współbraci, którzy mogą na życie
popatrzeć z właściwą dla
osób starszych, mądrością.
Oby Zgromadzenie nieustannie uczyło się
sposobów pomagania współbraciom starszym
w pogłębianiu ich więzi z Chrystusem.
Odkupicielem, obyśmy my wszyscy umieli
docenić sposób życia naszym charyzmatem,
właściwy dla każdego z etapów
naszego życia.
Prowadzeni tam gdzie nie chcemy iść
17. Pośród spotkań uczniów ze Zmartwychwstałym
Panem, jednym z najbardziej wzruszających
jest niewątpliwie to, które jest opisane
pod koniec Ewangelii św. Jana. Dotyczy
ono ukazania się Jezusa na brzegu Morza
Tyberiackiego i zawiera w sobie wzruszające
elementy: nierozpoznanie Jezusa, cudowny połów,
nagłe rzucenie się Piotra w wodę
i przygotowane na ognisku jedzenie. Następnie
jest mowa o potrójnym wyznaniu miłości
przez Piotra i poleceniu mu przez Chrystusa,
żeby w swej pracy apostolskiej kierował
się miłością.
Potem Jezus mówi, w jaki sposób Piotr zakończy
życie, oddając chwałę
Bogu:
"Zaprawdę, zaprawdę, powiadam
ci:
gdy byłeś młodszy,
opasywałeś się sam i chodziłeś
gdzie chciałeś;
ale gdy się zestarzejesz,
wyciągniesz ręce swoje, a inny cię
opasze
i poprowadzi,
dokąd nie chcesz" (J. 21,18).
Kiedy rozważam tę scenę, próbuję
przedstawić sobie, jak Jezus mówił
te ostatnie słowa do Piotra. Wyobrażam
sobie Chrystusa, jak podczas mówienia, z czułością
i prostotą, które uspokajają, patrzy
w oczy swojemu przyjacielowi. Ojciec ma wobec
Piotra swoje plany. Nie będzie łatwo,
ale jego życie będzie miało
sens i wartość. Piotr otrzymuje
nakaz kierowania się miłością
w swojej pracy duszpasterskiej; ale to, czym
faktycznie odda "chwałę Bogu",
to jest jego śmierć. Wreszcie, ostatnie
słowa Jezusa do Piotra (J. 21, 19; powtórzone
w wierszu 22) są tymi samymi, które jako
pierwsze Jezus skierował do Piotra, a
które zapisał Ewangelista, to słowa
(Mk. l, 17); Pójdź za Mną.
18. Jest tutaj wiele charakterystycznych elementów
tego etapu życia, który jest przedmiotem
obecnej naszej refleksji. Stawiam sobie pytanie,
czy proroczy opis starości Piotra: „kiedy
się zestarzejesz, wyciągniesz ręce
swoje, a inny cię opasze i poprowadzi,
dokąd nie chcesz", nie mówi nam
jasno o tym, co przede wszystkim charakteryzuje
ten okres życia? Przenośnia o rzeczywistości
ograniczenia i o prowadzeniu tam dokąd
się nie chce, wydaje się być
trafnym opisem, często nieuniknionych,
doświadczeń osób w podeszłym
wieku.
Ograniczenia podeszłego wieku
19.
Ograniczenia te najłatwiej zauważyć
podczas zachorowań wielu starszych współbraci,
dla których starzenie się oznacza początek
choroby, która ich osłabia, skazuje na
leżenie w łóżku i całkowicie
uzależnia od innych. Ale, czy nie jest
tak, że dla każdego człowieka,
niezależnie od stanu jego zdrowia, starość
łączy się z szeregiem ograniczeń?
Nawet przy najlepszych siłach, człowiek
stary ma głęboką świadomość
przemijalności rzeczy. Wydaje się,
że czas biegnie szybciej. Dni, tygodnie,
lata wydają się uciekać tak,
że praktycznie nie zdajemy sobie sprawy
z szybkości z jaką biegną.
Nieustannie ma się wrażenie, że
coś bezpowrotnie się kończy.
Mówimy o "zmierzchu życia",
albo o jego "jesieni". Droga prowadzi
nas tam, gdzie nie za bardzo chcemy iść.
Zanim jednak znajdziemy się na ostatnim
etapie, którym jest śmierć, jest
wiele innych śmierci na naszym pielgrzymim
szlaku.
20.
Podeszły wiek związany jest z utratą
wielu sprawności, co przejawia się
w najróżnorodniejszych formach i na wiele
różnych sposobów. Istnieje osłabienie
fizyczne spowodowane wiekiem, które jest przyczyną
wielu niewygód a czasem nawet wielkich cierpień.
Istnieje pogorszenie zdolności umysłowych,
czasem aż do zaniku pamięci. Śmierć
znanych nam i bliskich osób, oraz naszych
serdecznych przyjaciół w Zgromadzeniu,
powoduje w nas coraz większe poczucie
osamotnienia. A więc ograniczenia związane
z naszą starością nie są
związane tylko z ciałem, ale dotyczą
także naszego ducha i naszych relacji
z innymi. Godzą one czasem nawet w naszą
zdolność bycia misjonarzami Redemptorystami,
doprowadzając nieubłaganie do konieczności
przemyślenia znaczenia naszych zakonnych
ślubów, na ostatnim etapie naszego życia.
Nasz Założyciel z pewnością
zmagał się również z tą
rzeczywistością.
Doświadczenie św. Alfonsa
21.
Jeżeli byliście w Scala, gdzie narodziło
się nasze Zgromadzenie, mieliście
chyba okazję pomodlić się w
kaplicy, która mieści grotę św.
Alfonsa. Grota ta była oazą dla
naszego Ojca Założyciela podczas
burzliwych tygodni i miesięcy po ważnym
wydarzeniu z 9 listopada 1732 roku. Św.
Alfons miał zwyczaj przychodzić
do tej małej groty i spędzał
w niej całe godziny na modlitwie. Zastanawiał
się nad pierwszymi i chwiejnymi jeszcze
krokami Zgromadzenia; bolał z powodu
odejścia, praktycznie wszystkich członków
swojej grupy; szukał siły u Boga
i swojej Matki Maryi. Dziś, zwiedzający
widzi prostą, drewnianą tabliczkę
umieszczoną w jednym z jej rogów. Czytamy
na niej słowa, które Tannoia, pierwszy
biograf Świętego, przypisuje Alfonsowi:
"O groto, moja groto; jakże bardzo
chciałbym (znowu) zakosztować radości
w mojej grocie" (II, 6, 97). Słowa
te miał wypowiedzieć św. Alfons
na starość, kiedy marzył o
powrocie do swojej groty, tej "mistycznej
celi, z której wychodził upojony miłością
ku Panu Bogu i ogromną troską o
zbawienie dusz" (Tannoia).
22.
Myślę, że św. Alfons nie
tęsknił jedynie za specjalnym miejscem
do modlitwy. Pragnął prawdopodobnie
wyrazić też cierpienie związane
z faktem które dokonały się w jego
życiu od czasu, gdy jako 38-letni człowiek
modlił się kiedyś we wspomnianej
grocie. Być może, stary już
Alfons, oczami wyobraźni widział
grotę w której wszystko wydawało
się wtedy o wiele jaśniejsze. W
owym czasie, jako młody kapłan miał
jasną ideę tego kim był i co
zamierzał zrobić. Czterdzieści
lat później, po opuszczeniu diecezji
i powrocie do Pagani, św. Alfons na nowo
będzie musiał odkryć co znaczy
być Redemptorystą. Swojej identyczności
nie mógł już utożsamiać
z głoszeniem misji – przez przeszło
20 lat nie mógł ich głosić.
Nie mógł też liczyć na to,
że pośród współbraci ostatnie
słowo będzie należało
do niego, jak to miało miejsce dawniej.
Andrea Yillani, Wikariusz Generalny, rządził
Zgromadzeniem w czasie drugiej jego nieobecności
i nie zrezygnował z tej funkcji, kiedy
św. Alfons wrócił z Sant'Agata dei
Goti do Pagani. To prawda, że św.
Alfons w dalszym ciągu pisał książki,
że w niektórych wypadkach decydował
o swoich sprawach; jak np. wtedy, gdy w Pagani,
kategorycznie odrzucił specjalnie przygotowane
i pięknie urządzone dla niego pomieszczenia,
i zamiast nich wybrał na swoją rezydencję
o wiele skromniejszą celę. Ale posiadanie
mieszkania takiego jak wszyscy inni, nie było
wszystkim dla niego. Św. Alfons musiał
na nowo odkryć co znaczy być Redemptorystą
na starość; przede wszystkim, co
znaczy być teraz jednym ze współbraci
i co znaczy być coraz bardziej zdanym
na innych.
23.
Większość z nas albo już
odnalazła – odnajdzie albo wkrótce odnajdzie
– swą własną "grotę".
Jest to coś więcej niż tylko
jakieś konkretne miejsce, tą "grotą"
może być również osobiste wspomnienie
tej chwili życia, w której czuliśmy
się jeszcze bardziej żywotni, bardziej
misjonarzami i bardziej zaangażowani
w wypełnienie życiowych zadań.
Wracanie myślą do minionego okresu
życia, nieuchronnie przenosi nas w przeszłość
i uświadamia, że czasy te już
nie wrócą, co może powodować
kwaśno-słodski stan przeżyć,
jakiego doświadczał św. Alfons
przed swoją własną "grotą".
Strata ta jest nie do uniknięcia w naszym
życiu i powoduje żal. Wydaje się,
że przeszkodę dla duchowego wzrostu,
w takich wypadkach, może stanowić
niezdolność zaakceptowania ograniczeń
związanych z podeszłym wiekiem;
takich jak niemożliwość wypełniania
prac apostolskich, lub podejmowania obowiązków,
jakie się pełniło w przeszłości
w Prowincji.
24.
Mistrzowie życia duchowego zwracają
uwagę na to, że poznanie samego
siebie jest nieodzownym warunkiem, by mogło
zaistnieć i wzrastać w nas życie
Boże. Dlatego wielkim nieprzyjacielem
życia duchowego jest odrzucenie, lub
negatywne ustosunkowanie się do akceptacji
samego siebie. Oszukuje się ten, kto
nie chce zaakceptować swoich własnych
uwarunkowań. W wypadku starzejącego
się Redemptorysty, ten brak akceptacji
własnej sytuacji może prowadzić
do próby odzyskania własnej "groty"
uparcie twierdząc, że to były
dni jego chwały. Taką postawę
jest trudno, a nawet niemożliwe utrzymać
przez dłuższy czas. Tym niemniej,
są współbracia, którzy ze wszystkich
sił opierają się, żeby
nie ograniczyć ich duszpasterskiej działalności,
nawet wtedy, gdy wyraźnie widać,
że nie mają oni już ani sił,
ani przygotowania do jej prowadzenia. Są
przypadki, w których przełożony
musi podejmować trudne decyzje zabraniania
współbratu wypełniania jakiejś
funkcji, która przekracza jego możliwości.
Zdarza, się niekiedy, że po zaprzestaniu
aktywnego apostolatu, który współbracia
wykonywali przez dłuższy okres swojego
życia, wpadają w depresję,
albo w obsesyjną troskę o własne
zdrowie fizyczne, obsesyjnie korzystają
wtedy z posługi lekarzy, albo nie wiedząc
co zrobić teraz z czasem, nadmiernie
korzystają z telewizji czy innego rodzaju
rozrywek. Może też nieświadomie
pojawić się u nich uczucie zazdrości
w stosunku do młodych, wyrażające
się czasami w złośliwej radości
z powodu błędów i niepowodzeń
młodszych współbraci. Fakt, że
niektórzy współbracia w podeszłym
wieku stają się czasem tyranami
we własnej wspólnocie, może mniej
związany jest z samym procesem starzenia
się, co raczej z brakiem akceptacji tego
nowego etapu pielgrzymowania, jak również
z brakiem odpowiedniej duchowości właściwej
dla Redemptorysty w podeszłym wieku.
25.
Podczas naszego życiowego pielgrzymowania
coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z
tego, że jesteśmy prowadzeni tam,
gdzie nie mamy ochoty iść. W miarę
jak ubywa nam sił fizycznych i umysłowych,
gdy następują zgony przyjaciół
i krewnych, w miarę jak musimy wycofywać
się z apostolskich zaangażowań,
którym, jako Redemptoryści, poświęcaliśmy
się przez wiele lat, wszystko to stanowi
szczególne duchowe wyzwanie, które staje przed
nami ze szczególną siła na ostatnim
etapie naszego życia. W jaki sposób współbracia
na tym etapie mogą znaleźć
pogodę ducha i radość?
"Uznać wszystko za stratę"...ale
nie za klęskę
26.
Istnieje pewien zachęcający paradoks
podeszłego wieku, a polega on na tym:
kiedy Redemptorysta zdaje sobie sprawę
ze swoich ograniczeń, i z tego, że
jest prowadzony tam gdzie nie chce iść,
kiedy ubywa mu sił i czuje, że niechybnie
ześlizguje się po pochylni życia
prowadzącej do śmierci, właśnie
wtedy bywa on zaproszony do życia w większej
wolności. Wydaje się, że jest
to doświadczenie osób, które na serio
pojęły swoją pielgrzymkę
do Boga i jasno zdają sobie sprawę
z tego co znaczy przywiązanie do spraw
przemijających. Św. Alfons proponuje
sposób w jaki można osiągnąć
tą większą wolność
ducha: według niego należy ograniczyć
nadmierny wpływ na siebie okoliczności
życiowych, aby coraz bardziej czuć
się wolnym do miłowania Boga. Ten
podwójny ruch – z jednej strony oderwania
się od przywiązania do rzeczy ziemskich,
a z drugiej coraz większe umiłowanie
Boga – Św. Alfons nazywa distacco, Distacco
ma ogromne znaczenie na drodze duchowej, którą
św. Alfons proponuje w dziele „O umiłowaniu
Jezusa Chrystusa w życiu codziennym"
(Pratica di amare Gesu Cństo).
Rozdział 17 tego dzieła ukazuje
nam jasno tę alfonsjańską naukę:
„Nasze przywiązanie
do nieuporządkowanych skłonności
sianowi prawdziwą przeszkodą w
osiągnięciu jedności z Bogiem.
Kiedy więc Pan chce pociągnąć
duszę do swej doskonałej miłości,
stara sieją oderwać od wszelkiego
przywiązania do dóbr stworzonych. I
tak najpierw odbiera jej dobra doczesne,
światowe przyjemności, dobytek,
zaszczyty, przyjaciół, krewnych oraz
zdrowie ciała i poprzez te wszystkie
straty, przykrości, upokorzenia, choroby
i wreszcie samą śmierć oddala
ją od wszystkiego co stworzone, aby
tylko w Nim złożyła wszystkie
swe upodobania ".
27.
Być może w nowicjacie dziwiło
was częste wspominanie słowa distacco
podczas rozważania tego tematu na wielu
konferencjach. Być może, że
konkretne przeszkody na jakie napotykał
sam św. Alfons oraz współcześni
mu Neapolitańczycy, w osiągnięciu
głębszego zjednoczenie z Bogiem
– więzy despotycznej rodziny, uroki światowych
godności i kusicielski głos bogactw
faktycznie nie są naszymi problemami.
Ale i nam św. Alfons chce powiedzieć,
że powinniśmy się uczciwie
zastanowić nad naszym życiem, aby
zobaczyć kto i co przede wszystkim zajmuje
nasze serce. Bóg bowiem w całej pełni
chce w nim zamieszkać. W 11 rozdziale
dzieła "O umiłowaniu Jezusa
Chrystusa w życiu codziennym", św.
Alfons pyta: "Czy twoje serce jest tak
opróżnione, aby wypełnił je
Duch Święty?"
28.
Na pewno nie jest łatwo całkowicie
zjednoczyć się z Bogiem. Wielu z
nas boi się iść tą drogą,
ponieważ łączy się ona
często z cierpieniami. Ale jaka pozostaje
nam alternatywa? Moglibyśmy próbować
się uśpić poprzez pracę,
pogoń za uznaniem, kontakty ludźmi,
alkoholizm, strach albo urazy, aby zapomnieć
o przeszłości i jej konsekwencjach.
Nie mniej jednak, w chwilach wiadomości
nie pozostaje nam nic innego jak z bojaźnią
stwierdzić, że życie uciekło
nam przez palce, że czas nie przeżyty
jako kairos. w którym się nam objawia
Bóg, zamienia się w naszego nieprzyjaciela.
29.
Nawet gdybyśmy się starali, i tak nie
potrafilibyśmy zmienić większości
sytuacji, z którymi się spotykamy. Prawda
ta, chociaż oczywista na każdym
etapie życia, to w podeszłym wieku
wydaje się być jeszcze bardziej
jasna. To co możemy zrobić w tej
sytuacji, to określić wpływ
jaki na nas mają osoby, miejsca i rzeczy.
Święty Alfons pomaga nam zobaczyć
w jaki sposób graniczenia związane z
podeszłym wiekiem mogą stać
się dla as zaproszeniem o zdania się
na Bożą Opatrzność. Stać
się to może jedynie wtedy, gdy odkryjemy
i zrozumiemy głębię Jego wiernej
ku nam miłości.
Droga prowadząca do distacco
30. Św. Paweł, w liście do
Filipian ukazuje nam drogę prowadzącą
do distacco. Trzeci rozdział tego listu
mógłby posłużyć jako wspaniały
materiał do rozważań o starości.
Jak św. Paweł opisuje swoją
drogę do Boga? Rozpoczyna od praktyki
powszechnie stosowanej przez osoby w podeszłym
wieku: robi inwentaryzację swojego życia
(Fil. 3, 4-6). Nie usprawiedliwia on wcale
swojej przeszłości, ale widzi ją
w inny sposób: "To co było dla mnie
zyskiem, poczytałem jako stratę
ze względu na Chrystusa" (w. 7).
Daleki od pójścia pewną drogą
asekuracji, Paweł ryzykuje wszystko:
"l więcej
jeszcze: sądzę, że wszystko
jest stratą wobec wzniosłości
poznania Jezusa Chrystusa, mojego Pana,
dla którego straciłem wszystko i uważam
je za śmieci, bylebym pozyskał
Chrystusa i znalazł się w Nim
– nie mając mojej sprawiedliwości,
pochodzącej z Prawa, lecz Bożą
sprawiedliwość, otrzymaną
przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość
pochodzącą od Boga, opartą
na wierze – poprzez poznanie Jego: zarówno
mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału
w Jego cierpieniach – w nadziei, ze upodabniając
się do Jego śmierci, dojdę
jakoś do pełnego powstania z martwych"
(Fil. 3, 8-12).
31. Św. Paweł jest świadomym,
że jeszcze nie osiągnął
celu, ale jest pewien, że biegnie we
właściwym kierunku. Wybiera akceptację
przyszłości, nawet za cenę
utraty wszystkiego, co dotąd uważał
za wartościowe w swoim życiu, byle
tylko pozyskać Jezusa Chrystusa. Nie
gardzi z góry tym co traci; jedynie nic chce
tego stawiać na równi z nieocenioną
wartością swego bycia z Jezusem
Chrystusem.
Wolni aby kochać
32. Św. Paweł
i św. Alfons uczą, że taka
strata łączy się z większą
wolnością ducha; to znaczy uwolnienia
się od siebie samego, aby móc coraz bardziej
i bez żadnych zastrzeżeń kochać.
Jest to szczególny rodzaj miłości
redemptorystowskiej, którą nasze Konstytucje
nazywają; "miłością
apostolską". Jest to nasz sposób
uczestniczenia w posłannictwie Chrystusa,
które jest czynnikiem jednoczącym nasze
życie (Konst. 52). Miłość
apostolska zakłada, e "chwała
Boża i zbawienie świata... to jedna
rzeczywistość" i, e "miłość
do Boga i bliźniego utożsamiają
się" (Konst. 53). wszystkich konsekwencji,
we wszystkich następujących po sobie
okresach naszej pielgrzymki, Redemptoryści
są powołani do "życia
w łączności z Panem przez realizacją
miłości apostolskiej i szukanie
chwały Bożej poprzez misjonarską
miłość". XXII Kapituła
Generalna potwierdziła nasze powołanie
do miłości apostolskiej przez cale
życie, kiedy poleciła:
„Każdy członek
Zgromadzenia, niezależnie od wieku,
niech poszukuje sposobów bycia wiernym służbie
najbardziej opuszczonym, zwłaszcza
ubogim, na rzecz których dokonaliśmy
naszego wyboru w dniu naszej profesji"
(Wskazania. 2.4).
33. Niewątpliwie istnieją takie
posługi, które mogą podejmować
Redemptoryści w podeszłym wieku,
posługi na rzecz ludzi opuszczonych,
zwłaszcza ubogich. Mam tu na myśli
np. to, że Redemptoryści w podeszłym
wieku mogą bardziej skutecznie współczuć
oraz nieść pociechę i nadzieję
osobom chorym i starym. Niewątpliwie,
wielu Redemptorystów w podeszłym wieku
jest powołanych do realizacji miłości
apostolskiej we własnej domowej wspólnocie,
której życie jest pierwszorzędną
formą głoszenia Ewangelii (por.
XXII Kapituła Generalna, Wskazania, 3).
Uważam, że istnieją przede
wszystkim dwa szczególne sposoby posługi,
które starsi współbracia mogą świadczyć
swoim wspólnotom.
Pierwszy to ten, który sam św. Alfons starał
się wypełniać. Gdy w listopadzie
1774 roku przygotowywał się do powrotu
z Sant'Agata, pisał: "Kiedy powrócę
do jednego z naszych domów mógłbym być
pożyteczny szczególnie dla naszej młodzieży".
Być może św. Alfons myślał
o pomocy studentom w homiletyce czy teologii
moralnej. Jego biografowie sugerują,
że przykład jego życia w starości
miał dobry wpływ na młodych
współbraci. Redemptorysta w podeszłym
wieku, który nie da się opanować
chorobom czy ograniczeniom wieku, ale pozostaje
pogodny, ufny i pełen miłości,
jest nieocenionym przewodnikiem dla młodych
współbraci.
34. Drugi rodzaj posługi ma związek
ze specyfiką naszego życia wspólnotowego.
Często się zauważa, że
próbując dokonywać rzeczy niezwykłych,
tracimy okazję do zrobienia czegoś
drobnego ale równie bardzo ważnego, z
tej prostej racji, że wydaje się
nam, iż ta drobna rzecz nie jest godna
naszej uwagi. Tymczasem, współbrat w
podeszłym wieku podejmując w naszych
wspólnotach bardzo zwyczajne zadania, może
mieć wielki wpływ na jakość
naszego wspólnotowego życia. Przypominam
sobie jak wspaniałomyślność
pewnego ojca w podeszłym wieku, pomogła
w pracy bardzo zajętej wspólnocie. Chociaż
był na wpół sparaliżowany,
codziennie po południu pełnił
dyżur przy telefonie, podczas gdy pozostali
współbracia byli zajęci pracą
duszpasterską na dużej parafii.
Pamiętam też swój pierwszy pobyt
w Rzymie, kiedy widziałem, starego już
O. Bernarda Häringa, jak w ogrodzie naszej
wspólnoty pielęgnował kwiaty. Jestem
pewny, że większość z
was miała okazję wzruszyć się
i podziwiać wspaniałą postawę
współbrata w podeszłym wieku.
Zachować najlepsze wino na koniec (Jn. 2,
10)
35. Św. Jan od Krzyża przypomina
nam, że przy końcu życia będziemy
sądzeni z miłości. To właśnie
dlatego, przy zmierzchu naszej pielgrzymki
przez życie w szczególny sposób jesteśmy
wezwani do oderwania się od rzeczy przemijających,
aby być bardziej wolnymi do miłowania.
Jako prawdziwi misjonarze, nie powinniśmy
zabierać ze sobą zbyt dużo
bagażu. Przy końcu naszego pielgrzymowania
to czego najbardziej będziemy potrzebować
to miłość; miłość
Boga w takim stopniu jak tylko On na to zasługuje
i miłość bliźniego jak
brata. Miłość Redemptorysty
w podeszłym wieku, chociażby wyrażona
w najprostszy sposób, może pozostawić
trwałe wrażenie na współbraciach,
zwłaszcza młodych.
36. Jest to miłość, która "jest
zaczynem" dla naszego ducha, jak działanie
czasu dla dobrego wina. Pod koniec życia
to miłość zadecyduje o jego
słodyczy i aromacie, a nie o cierpkim
smaku octu. Nie mniej jednak, tego rodzaju
miłość nigdy nie leży
całkowicie w zasiągu naszych możliwości.
Jest ona natomiast wynikiem całego naszego
codziennego życia charakteryzującego
się ciągłym nawracaniem serca
i nieustanną pracą nad przemianą
ducha (Konstytucja 41). Dnia 29 listopada
2000 roku, zakończył swoje ziemskie
pielgrzymowanie Ojciec Josef Pfab, były
nasz Przełożony Generalny. Na jego
pogrzebie jeden z młodych ojców opowiadał
mi o ostatnim spotkaniu z Ojcem Józefem. Miało
ono miejsce dzień lub dwa przed jego
śmiercią. Kiedy miał sprawować
Eucharystię w jego pokoju, w szpitalu,
zapytał go o intencję w jakiej ma
się modlić. Ojciec Józef odpowiedział:
"Módl się, o moje nawrócenie na
godzinę mojej śmierci". Św.
Paweł miał to samo pragnienie kiedy
pisał:
,,Bracia, ja
nie sądzę o sobie samym, że
już zdobyłem, ale to jedno (czynię):
zapominając o tym co za mną, a
wytężając siły ku (emu,
co przede mną, pędzę ku wyznaczonej
mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa
w górę w Chrystusie Jezusie" (Fil. 3, 13-14).
37. Niech Maryja nasza Matka, która towarzyszyła
pierwotnej wspólnocie apostolskiej, i która
nic wahała się oddać służbie
innym, pomoże nam być wiernymi zawsze,
a szczególnie wtedy, kiedy "cierpimy
i umieramy za zbawienie świata"
(Konst. 55).
Z braterskim pozdrowieniem
w Chrystusie Odkupicielu,
Joseph W. Tobin, C.Ss.R.
Przełożony Generalny
(Tekst oryginalny jest w
języku angielskim.)
|
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|