Communicanda III   

NAJLEPSZE WINO ZACHOWAĆ NA KONIEC
Rozważania na temat podeszłego wieku


COMMUNICANDA 3

8 grudnia 2000
Prot. Nr. 0000 0265/99


Drodzy Wsp
ółbracia:

1.         Wszystkich i każdego z osobna po bratersku pozdrawiam w Jezusie Chrystusie. Wraz z członkami Zarządu Generalnego przekazuję Warn na Nowy Rok najlepsze życzenia obfitości Bożego Błogosławieństwa. Łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa niech zawsze będzie z Wami.

W drugiej Communicandzie Zarządu Generalnego, Biada mi gdybym nie głosił Ewangelii! (14 styczeń 1999), wyraziłem pragnienie napisania w przyszłości listu na temat duchowych potrzeb "podeszłego wieku" (n. 41). Obecne rozważania stanowią jego realizację.

2.         Na samym początku pragnę wyjaśnić, co rozumiem przez wyrażenie „podeszły wiek". Jeżeli jest prawdą, że pierwszy etap życia ludzkiego jest poświęcony wychowaniu, drugi charaktery­zuje się pracą i produkcją, to w podeszłym wieku człowiek kończy swoją pracę zawodową. Chociaż, pisząc ten list, myślę przede wszystkim o wchodzących w podeszły wiek, to jednak kieruję go do wszystkich współbraci Zgromadzenia. Konstytucja 55 przypomina nam bowiem, że bez względu na wiek wszyscy jesteśmy braćmi jednej rodziny i realizujemy to samo powołanie; wszyscy jesteśmy misjonarzami przez całe życic. Na wszystkich etapach życia i we wszystkich jego okolicznościach, mamy się starać o nieustanne pogłębianie w sobie zakonnej konsekracji. Co więcej, istotnym prawem naszego życia jest: żyć we wspólnocie i przez wspólnotę spełniać dzieło apostolskie (Konstytucja 21). Ta sama Konstytucja mówi, że wspólnota jest nie tylko materialnym byciem osób razem, lecz równocześnie braterską jednością ducha. Jesteśmy więc powołani do poświęcenia swoich sił i zdolności, talentów oraz ograniczeń na rzecz wspólnoty, a także realizacji Misji i Charyzmatu, stanowiących sens naszego życia. Każda zatem wspólnota powinna zająć się sprawą podeszłego wieku i jego konsekwencji dla misjonarzy Redemptorystów.

Dlaczego zajmujemy się tym tematem?

3.         Jak wiele innych Instytutów, tak i nasze Zgromadzenie znalazło się w nowej rzeczywistości: wzrastająca liczba współbraci w podeszłym wieku. Nigdy dotąd nie było w naszym Zgromadzeniu tylu ludzi w podeszłym wieku co obecnie. W chwili, kiedy do Was piszę, Zgromadzenie liczy 5. 596 członków po ślubach; z czego, 520 ma 80 albo więcej lat, podczas gdy 948 kończy 70 lat. Znaczy to, że 26% członków Zgromadzenia jest po 70-tce. Chociaż cieszymy się błogosławieństwem posiadania wielu młodych współbraci – jest więcej 20-latków niż 80-latków i starszych od nich oraz więcej 30-latków niż kończących 70 lat – o czym nie możemy zapominać, stawia nas to jednak przed wyzwaniami, które należy podjąć, aby jako wspólnota, dojrzewać do dawania świadectwa i przepowiadania Dobrej Nowiny o Królestwie Bożym.

4.                  Redemptoryści nie tylko żyją dłużej, ale wielu współbraci w wieku lat 70 czy 80 cieszy się dobrym zdrowiem i mają więcej sił niż to było dawniej. Z drugiej strony jednak wzrasta konieczność medycznej obsługi wielu współbraci obłożnie chorych. Nie mniej jednak, największe wyzwanie jakie staje przed współbraćmi w podeszłym wieku, nie polega na podejmowaniu troski o zdrowie, ale na tym, by umieli oni żyć i w takiej sytuacji zgodnie z zakonną konsekracją, zwłaszcza kiedy zachodzi potrzeba całkowitego wyłączenia się z duszpasterstwa lub jego ograniczenia. Na tym etapie życia określenie na nowo swojej misjonarskiej tożsamości albo reorganizacja swojej aktywności może grozić niedocenianiem samego siebie.

5.                  W różnych kulturach rozmaicie podchodzi się do starzenia się i do osób w podeszłym wieku. Niektóre z nich z wielką czcią podchodzą do swoich starców. Sam fakt osiągnięcia pewnego wieku obdarza osobę godnością, która wymaga szacunku ze strony społeczności. Napełnia mnie troską to, że w dzisiejszym świecie coraz bardziej szerzy się kultura, która na pierwszym miejscu stawia młodość, siłę i zręczność, nie zwracając dostatecznej uwagi na człowieka w podeszłym wieku, lub wprost starając się go "ukryć". Sytuacja ta powoduje lęk prowadzący do tego, że wiele osób starszych robi wszystko co możliwe, żeby "pozostać" młodym. Często zachęca się ludzi starzejących się i starych do wycofania się z polityki i do zaprzestania pracy zawodowej. Robi się wiele, by mieli oni zapewnioną opiekę, ale równocześnie pozostawia się ich na boku, nie traktuje się ich poważnie i nie dodaje bodźca, by w dalszym ciągu byli użyteczni dla społeczności. Taka sytuacja, może być często bardzo trudna, zwłaszcza dla mężczyzn, dla których praca i poczucie wartości to dwie sprawy ściśle ze sobą związane. Kiedy jest się niezdolnym do pracy, wydaje się, że życie straciło sens. Równocześnie sama śmierć stalą się tabu. W wyrafinowanej społeczności, z racji grzecznościowych, nigdy się o niej nie mówi, a już z pewnością nigdy jako o chwili, na którą trzeba się świadomie przygotować.

Sytuacja w Zgromadzeniu

6.                  Nie da się ukryć, że Zgromadzenie nasze jest pod wpływem tej ambiwalencji wobec starości. W niektórych częściach świata świeckie pojęcie "emerytury" ma wielki wpływ na życie Redemptorystów. Uważa się, że koniecznie należy zmniejszyć zakres pracy współbratu po osiągnięciu przez niego pewnego wieku. W niektórych wypadkach, niezależnie od fizycznego czy umysłowego stanu zdrowia, współbrata w podeszłym wieku pozbawia się wszelkich ważniejszych funkcji i odpowiedzialności we wspólnocie. Z drugiej strony, niektórzy Redemptoryści przejście na emeryturę traktują jako prawo nabyte i kiedy osiągną wiek emerytalny uważają, że powinni być zwolnieni z obowiązków na rzecz wspólnoty, celem lepszego zajęcia się własnymi sprawami. W krajach o wysokiej stopie życiowej istnieją Prowincje, gdzie pobieranie emerytur staje się poważnym problemem, ponieważ współbracia uważają te pieniądze za swoją osobistą własność. Niekiedy, współbracia w podeszłym wieku koncentrują się wyłącznie na trosce o zdrowie, zapominając specyficznych potrzebach duchowych specyficznych dla tego etapu życia.

7.                  Podczas wizytacji Prowincji, ja sam i inni członkowie Rady Generalnej, często jesteśmy zbudowani postawą najstarszych współbraci. Widać jak z upływem lat umocnili swoją misjonarską identyczność. Są też tacy, którzy umieją dzielić się, zwłaszcza z młodymi, nabytą mądrością. Każdego roku otrzymuję listy od naszych jubilatów, Braci i kapłanów, którzy obchodzą 50 i więcej lat życia w Zgromadzeniu. Listy te przepełnione są ogromną wdzięcznością, pokorą i gorliwością. Często mnie one wzruszają, tak że dzielę się ich świadectwem z innymi członkami Zarządu Generalnego.

8.                  Niestety, sam fakt starzenia się, nie gwarantuje zawsze takich pozytywnych postaw. Podczas wizytacji spotykamy również współbraci sfrustrowanych, rozczarowanych, a nawet zgorzkniałych. Smutniejszy jest jeszcze widok współbraci zmartwionych szybkimi zmianami zachodzącymi w Kościele i naszym Zgromadzeniu. Niektórzy uważają, że Zgromadzenie stało się niewierne swojemu charyzmatowi i swojej misji w Kościele i widzą w tym znak opuszczenia nas przez Pana Boga.

9.                  Oto niektóre sytuacje i niepokoje, które mnie skłaniają do napisania tego listu. Równocześnie, chciałbym też podzielić się pewnymi refleksjami w związku z ostatnią Kapitułą Generalną, która poleca nam, abyśmy wybrali duchowość jako pryzmat, poprzez który chcemy postrzegać wszystkie aspekty naszego życia (Posłanie końcowe, n. 5). Chciałbym też zaprosić was wszystkich będących w podeszłym wieku, do zastanowienia się nad sposobem w jaki pielęgnujemy i wyrażamy nasz związek w wierze z Jezusem (Posłanie końcowe, n. 3) jako wspólnota, i jakie są wyzwania nawrócenia, aby bardziej z bliska pójść za Jezusem na każdym etapie naszego życia misjonarskiego.

10.              Piszę ten list także z osobistych racji. Miałem ten przywilej pierwszych łaskę przeżywania pierwszych lat w Zgromadzeniu ze wspaniałymi współbraćmi w podeszłym wieku. Ich słowa i przykład jeszcze dziś mają wpływ na moje życie. Redemptoryści ci dzielili się ze mną swoją misjonarską tajemnicą, łączyli mnie z historią mojej Prowincji i uczyli mnie kochać Zgromadzenie oraz wierzyć w jego przyszłość. Większość z nich już zmarło. Modlę się dla nich o pełnię Bożej radości. Z wielką wdzięcznością poświęcam ten list wszystkim świadkom wierności z nadzieją, że te rozważania i mnie pomogą być dobrym Redemptorystą w czekających mnie latach, oraz że i ja będę mógł pomóc w tym młodemu współbratu rozpoczynającemu swoją życiową drogę.

Życie jako pielgrzymka

11.              Pielgrzymka jest aktem religijnym spotykanym tak w większości wielkich religii, jak i w wielu kulturach. Jest godnym zauważenia, że tradycja i pojęcie pielgrzymki przetrwało w niektórych społecznościach, chociaż na skutek sekularyzacji zanikły w nich inne tradycyjne praktyki i manifestacje religijne. Być może jest to spowodowane faktem, że pielgrzymka jest pewnego rodzaju obrazem tego, czego człowiek doświadcza w życiu. Oczekujemy, żeby przynajmniej nasze życie było rozumiane tak jak je postrzegamy, a nie jako zwykły produkt przypadkowego zbioru atomów o ślepym przeznaczeniu, czy po prostu biologicznych bodźców. Czujemy, że życie nasze rozpoczęło się w jakimś określonym miejscu i jest skierowane do konkretnego celu. Jak pielgrzymi zmierzający w kierunku niewidzialnego sanktuarium, staramy się odnaleźć sens naszego pielgrzymowania poprzez życie "w marszu" do określonej mety, czy określonej Osoby, którą dostrzegamy "jak gdyby w lustrze, w sposób niewyraźny" (l Kor. 13, 11).

12.              Świętości pielgrzymowania nie doświadcza się jedynie przez dotarcie do upragnionej mety. Powołanie pielgrzyma przeżywa się na co dzień, w każdej godzinie, w każdej minucie dnia; w każdym kroku postawionym z wiarą. Podczas pielgrzymowania po drodze życia jesteśmy świadomi pewnego paradoksu: krocząc drogami pielgrzymowania radykalnie się zmieniamy, pozostając równocześnie takimi samymi. To znaczy, że możemy rozpoznawać ważne etapy, albo różne fazy poprzez które przechodzimy, podczas gdy istota naszej tożsamości pozostaje tajemniczo niezmienna. Jakąś ogólną metaforą tego paradoksu jest dzień: występuje w nim poranek, południe i wieczór, które traktujemy jako coś oddzielnego, pomimo że stanowią one jedność. Każdy etap naszego życia stanowi niezależną wartość i właśnie jako taki powinien być przeżywany, a nie jedynie jako przygotowanie do następnego; etapy te pozostają równocześnie w jedności ze sobą.

13.              Zdarza się czasami, że okoliczności zmuszają kogoś do przedwczesnego przejścia do następnego etapu życia. Mam tu na myśli przerażającą sytuację dzieci, które wskutek ubóstwa, zmuszone są do podjęcia odpowiedzialności osób dorosłych, takich jak konieczność wyżywienia swojej rodziny, albo konieczność zastąpienie chorego ojca. Uważamy za tragedię sytuację, kiedy przedwcześnie kończy się ludzkie życie zanim zdołało się rozwinąć i mogłoby być "w pełni" przeżyte. Może też się zdarzyć, że w czasie naszej drogi, ktoś ma opory przy przejściu do następnego etapu, jak np. ktoś dorosły, który chce na zawsze pozostać młodym. Ale takie pragnienie, poza tym, że jest bezużyteczne, prowadzi równocześnie do frustracji. Niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie, nieustannie stajemy wobec faktu, że w życiu przechodzimy przez różne etapy. Innymi słowy, nieustannie stajemy przed faktem starzenia się.

14.              Świadomość starzenia się wywarła wpływ na różnych autorów duchowości, takich między innymi, jak: św. Paweł Apostoł i Papież Jan Paweł II. Św. Paweł dla określenia procesu stawania się uczniem Chrystusa posługuje się metaforą ludzkiego wzrostu, albo starzenia się (np. l Kor. 3, 1-2; 13,11). W adhortacji apostolskiej Vi ta Consecrata (1996), Jan Paweł II zachęca osoby zakonne do zaakceptowania różnych etapów życia i do nieustan­nego wysiłku do wzrastania w człowieczeństwie i byciu osobą konsekrowaną, jako że "na żadnym etapie życia nie można się uważać wystarczająco bezpiecznym i gorliwym, żeby wykluczyć konieczność określonych wysiłków dla zabezpieczenia wytrwania w wierność, na żadnym też etapie życia nie można się uważać za osobę w pełni dojrzałej (n. 69).

15.              Co znaczy być Redemptorystą, kiedy już nie można pracować w duszpasterstwie, czy pełnić odpowiedzialnych funkcji, jak to było w młodości? Bogu dzięki, odpowiedź Zgromadzenia na tę nową sytuację nie rozpoczyna się niniejszym listem. Wiele Prowincji podjęło już odpowiednie środki, żeby zaradzić fizycznym i psychicznym potrzebom współbraci w podeszłym wieku. Można wskazać pokaźną bibliografię współczesnych nam autorów z dziedziny duchowości, w tym Redemptorystów, którzy ukazują specyficzne zagrożenia przed jakimi stają kandydaci wchodzący w podeszły wiek. Mam nadzieję, że współbracia we własnym zakresie i Zarządy (Wice)Prowincjalne ze swej strony, znają te pomoce i z nich korzystają. Być może list ten pomoże nam uświadomić sobie wzrastającą w Zgromadzeniu liczbę współbraci w podeszłym wieku i zrozumieć, że ich potrzeby wychodzą daleko poza troskę, jedynie o ich zdrowie fizyczne i o hobby, ponieważ nie ma emerytury od ślubów zakonnych, które "są aktem decydującym o całym życiu misjonarskim Redemptorysty" (Konstytucja 54).

16.              Chciałbym tutaj ograniczyć zakres moich rozważań i nie mówić o wszystkim co się wiąże z procesem starzenia się. Skoncentruję się przede wszystkim, na pewnym elemencie tego procesu, jakim jest wyzbywanie się wielu spraw oraz zadań, a pozostawianie ich innym. Razem z wami chciałbym też zobaczyć, jak takie właśnie doświadczenie może stać się okazją do duchowego wzrostu. To co tutaj napiszę, może być jeszcze przez was poszerzone i ubogacone, zwłaszcza przez starszych współbraci, którzy mogą na życie popatrzeć z właściwą dla osób starszych, mądrością. Oby Zgromadzenie nieustannie uczyło się sposobów pomagania współbraciom starszym w pogłębianiu ich więzi z Chrystusem. Odkupicielem, obyśmy my wszyscy umieli docenić sposób życia naszym charyzmatem, właściwy dla każdego z etapów naszego życia.

Prowadzeni tam gdzie nie chcemy iść

17.       Pośród spotkań uczniów ze Zmartwychwstałym Panem, jednym z najbardziej wzruszających jest niewątpliwie to, które jest opisane pod koniec Ewangelii św. Jana. Dotyczy ono ukazania się Jezusa na brzegu Morza Tyberiackiego i zawiera w sobie wzruszające elementy: nierozpoznanie Jezusa, cudowny połów, nagłe rzucenie się Piotra w wodę i przygotowane na ognisku jedzenie. Następnie jest mowa o potrójnym wyznaniu miłości przez Piotra i poleceniu mu przez Chrystusa, żeby w swej pracy apostolskiej kierował się miłością.

Potem Jezus mówi, w jaki sposób Piotr zakończy życie, oddając chwałę Bogu:

"Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci:
gdy byłeś młodszy,
opasywałeś się sam i chodziłeś gdzie chciałeś;
ale gdy się zestarzejesz,
wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze
i poprowadzi, dokąd nie chcesz" (J. 21,18).

Kiedy rozważam tę scenę, próbuję przedstawić sobie, jak Jezus mówił te ostatnie słowa do Piotra. Wyobrażam sobie Chrystusa, jak podczas mówienia, z czułością i prostotą, które uspokajają, patrzy w oczy swojemu przyjacielowi. Ojciec ma wobec Piotra swoje plany. Nie będzie łatwo, ale jego życie będzie miało sens i wartość. Piotr otrzymuje nakaz kierowania się miłością w swojej pracy duszpasterskiej; ale to, czym faktycznie odda "chwałę Bogu", to jest jego śmierć. Wreszcie, ostatnie słowa Jezusa do Piotra (J. 21, 19; powtórzone w wierszu 22) są tymi samymi, które jako pierwsze Jezus skierował do Piotra, a które zapisał Ewangelista, to słowa (Mk. l, 17); Pójdź za Mną.

18.       Jest tutaj wiele charakterystycznych elementów tego etapu życia, który jest przedmiotem obecnej naszej refleksji. Stawiam sobie pytanie, czy proroczy opis starości Piotra: „kiedy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz", nie mówi nam jasno o tym, co przede wszystkim charakteryzuje ten okres życia? Przenośnia o rzeczywistości ograniczenia i o prowadzeniu tam dokąd się nie chce, wydaje się być trafnym opisem, często nieuniknionych, doświadczeń osób w podeszłym wieku.

Ograniczenia podeszłego wieku

19.              Ograniczenia te najłatwiej zauważyć podczas zachorowań wielu starszych współbraci, dla których starzenie się oznacza początek choroby, która ich osłabia, skazuje na leżenie w łóżku i całkowicie uzależnia od innych. Ale, czy nie jest tak, że dla każdego człowieka, niezależnie od stanu jego zdrowia, starość łączy się z szeregiem ograniczeń? Nawet przy najlepszych siłach, człowiek stary ma głęboką świadomość przemijalności rzeczy. Wydaje się, że czas biegnie szybciej. Dni, tygodnie, lata wydają się uciekać tak, że praktycznie nie zdajemy sobie sprawy z szybkości z jaką biegną. Nieustannie ma się wrażenie, że coś bezpowrotnie się kończy. Mówimy o "zmierzchu życia", albo o jego "jesieni". Droga prowadzi nas tam, gdzie nie za bardzo chcemy iść. Zanim jednak znajdziemy się na ostatnim etapie, którym jest śmierć, jest wiele innych śmierci na naszym pielgrzymim szlaku.

20.              Podeszły wiek związany jest z utratą wielu sprawności, co przejawia się w najróżnorodniejszych formach i na wiele różnych sposobów. Istnieje osłabienie fizyczne spowodowane wiekiem, które jest przyczyną wielu niewygód a czasem nawet wielkich cierpień. Istnieje pogorszenie zdolności umysłowych, czasem aż do zaniku pamięci. Śmierć znanych nam i bliskich osób, oraz naszych serdecznych przyjaciół w Zgromadzeniu, powoduje w nas coraz większe poczucie osamotnienia. A więc ograniczenia związane z naszą starością nie są związane tylko z ciałem, ale dotyczą także naszego ducha i naszych relacji z innymi. Godzą one czasem nawet w naszą zdolność bycia misjonarzami Redemptorystami, doprowadzając nieubłaganie do konieczności przemyślenia znaczenia naszych zakonnych ślubów, na ostatnim etapie naszego życia. Nasz Założyciel z pewnością zmagał się również z tą rzeczywistością.

Doświadczenie św. Alfonsa

21.              Jeżeli byliście w Scala, gdzie narodziło się nasze Zgromadzenie, mieliście chyba okazję pomodlić się w kaplicy, która mieści grotę św. Alfonsa. Grota ta była oazą dla naszego Ojca Założyciela podczas burzliwych tygodni i miesięcy po ważnym wydarzeniu z 9 listopada 1732 roku. Św. Alfons miał zwyczaj przychodzić do tej małej groty i spędzał w niej całe godziny na modlitwie. Zastanawiał się nad pierwszymi i chwiejnymi jeszcze krokami Zgromadzenia; bolał z powodu odejścia, praktycznie wszystkich członków swojej grupy; szukał siły u Boga i swojej Matki Maryi. Dziś, zwiedzający widzi prostą, drewnianą tabliczkę umieszczoną w jednym z jej rogów. Czytamy na niej słowa, które Tannoia, pierwszy biograf Świętego, przypisuje Alfonsowi: "O groto, moja groto; jakże bardzo chciałbym (znowu) zakosztować radości w mojej grocie" (II, 6, 97). Słowa te miał wypowiedzieć św. Alfons na starość, kiedy marzył o powrocie do swojej groty, tej "mistycznej celi, z której wychodził upojony miłością ku Panu Bogu i ogromną troską o zbawienie dusz" (Tannoia).

22.              Myślę, że św. Alfons nie tęsknił jedynie za specjalnym miejscem do modlitwy. Pragnął prawdopodobnie wyrazić też cierpienie związane z faktem które dokonały się w jego życiu od czasu, gdy jako 38-letni człowiek modlił się kiedyś we wspomnianej grocie. Być może, stary już Alfons, oczami wyobraźni widział grotę w której wszystko wydawało się wtedy o wiele jaśniejsze. W owym czasie, jako młody kapłan miał jasną ideę tego kim był i co zamierzał zrobić. Czterdzieści lat później, po opuszczeniu diecezji i powrocie do Pagani, św. Alfons na nowo będzie musiał odkryć co znaczy być Redemptorystą. Swojej identyczności nie mógł już utożsamiać z głoszeniem misji – przez przeszło 20 lat nie mógł ich głosić. Nie mógł też liczyć na to, że pośród współbraci ostatnie słowo będzie należało do niego, jak to miało miejsce dawniej. Andrea Yillani, Wikariusz Generalny, rządził Zgromadzeniem w czasie drugiej jego nieobecności i nie zrezygnował z tej funkcji, kiedy św. Alfons wrócił z Sant'Agata dei Goti do Pagani. To prawda, że św. Alfons w dalszym ciągu pisał książki, że w niektórych wypadkach decydował o swoich sprawach; jak np. wtedy, gdy w Pagani, kategorycznie odrzucił specjalnie przygotowane i pięknie urządzone dla niego pomieszczenia, i zamiast nich wybrał na swoją rezydencję o wiele skromniejszą celę. Ale posiadanie mieszkania takiego jak wszyscy inni, nie było wszystkim dla niego. Św. Alfons musiał na nowo odkryć co znaczy być Redemptorystą na starość; przede wszystkim, co znaczy być teraz jednym ze współbraci i co znaczy być coraz bardziej zdanym na innych.

23.              Większość z nas albo już odnalazła – odnajdzie albo wkrótce odnajdzie – swą własną "grotę". Jest to coś więcej niż tylko jakieś konkretne miejsce, tą "grotą" może być również osobiste wspomnienie tej chwili życia, w której czuliśmy się jeszcze bardziej żywotni, bardziej misjonarzami i bardziej zaangażowani w wypełnienie życiowych zadań. Wracanie myślą do minionego okresu życia, nieuchronnie przenosi nas w przeszłość i uświadamia, że czasy te już nie wrócą, co może powodować kwaśno-słodski stan przeżyć, jakiego doświadczał św. Alfons przed swoją własną "grotą". Strata ta jest nie do uniknięcia w naszym życiu i powoduje żal. Wydaje się, że przeszkodę dla duchowego wzrostu, w takich wypadkach, może stanowić niezdolność zaakceptowania ograniczeń związanych z podeszłym wiekiem; takich jak niemożliwość wypełniania prac apostolskich, lub podejmowania obowiązków, jakie się pełniło w przeszłości w Prowincji.

24.              Mistrzowie życia duchowego zwracają uwagę na to, że poznanie samego siebie jest nieodzownym warunkiem, by mogło zaistnieć i wzrastać w nas życie Boże. Dlatego wielkim nieprzyjacielem życia duchowego jest odrzucenie, lub negatywne ustosunkowanie się do akceptacji samego siebie. Oszukuje się ten, kto nie chce zaakceptować swoich własnych uwarunkowań. W wypadku starzejącego się Redemptorysty, ten brak akceptacji własnej sytuacji może prowadzić do próby odzyskania własnej "groty" uparcie twierdząc, że to były dni jego chwały. Taką postawę jest trudno, a nawet niemożliwe utrzymać przez dłuższy czas. Tym niemniej, są współbracia, którzy ze wszystkich sił opierają się, żeby nie ograniczyć ich duszpasterskiej działalności, nawet wtedy, gdy wyraźnie widać, że nie mają oni już ani sił, ani przygotowania do jej prowadzenia. Są przypadki, w których przełożony musi podejmować trudne decyzje zabraniania współbratu wypełniania jakiejś funkcji, która przekracza jego możliwości. Zdarza, się niekiedy, że po zaprzestaniu aktywnego apostolatu, który współbracia wykonywali przez dłuższy okres swojego życia, wpadają w depresję, albo w obsesyjną troskę o własne zdrowie fizyczne, obsesyjnie korzystają wtedy z posługi lekarzy, albo nie wiedząc co zrobić teraz z czasem, nadmiernie korzystają z telewizji czy innego rodzaju rozrywek. Może też nieświadomie pojawić się u nich uczucie zazdrości w stosunku do młodych, wyrażające się czasami w złośliwej radości z powodu błędów i niepowodzeń młodszych współbraci. Fakt, że niektórzy współbracia w podeszłym wieku stają się czasem tyranami we własnej wspólnocie, może mniej związany jest z samym procesem starzenia się, co raczej z brakiem akceptacji tego nowego etapu pielgrzymowania, jak również z brakiem odpowiedniej duchowości właściwej dla Redemptorysty w podeszłym wieku.

25.              Podczas naszego życiowego pielgrzymowania coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy prowadzeni tam, gdzie nie mamy ochoty iść. W miarę jak ubywa nam sił fizycznych i umysłowych, gdy następują zgony przyjaciół i krewnych, w miarę jak musimy wycofywać się z apostolskich zaangażowań, którym, jako Redemptoryści, poświęcaliśmy się przez wiele lat, wszystko to stanowi szczególne duchowe wyzwanie, które staje przed nami ze szczególną siła na ostatnim etapie naszego życia. W jaki sposób współbracia na tym etapie mogą znaleźć pogodę ducha i radość?

"Uznać wszystko za stratę"...ale nie za klęskę

26.              Istnieje pewien zachęcający paradoks podeszłego wieku, a polega on na tym: kiedy Redemptorysta zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń, i z tego, że jest prowadzony tam gdzie nie chce iść, kiedy ubywa mu sił i czuje, że niechybnie ześlizguje się po pochylni życia prowadzącej do śmierci, właśnie wtedy bywa on zaproszony do życia w większej wolności. Wydaje się, że jest to doświadczenie osób, które na serio pojęły swoją pielgrzymkę do Boga i jasno zdają sobie sprawę z tego co znaczy przywiązanie do spraw przemijających. Św. Alfons proponuje sposób w jaki można osiągnąć tą większą wolność ducha: według niego należy ograniczyć nadmierny wpływ na siebie okoliczności życiowych, aby coraz bardziej czuć się wolnym do miłowania Boga. Ten podwójny ruch – z jednej strony oderwania się od przywiązania do rzeczy ziemskich, a z drugiej coraz większe umiłowanie Boga – Św. Alfons nazywa distacco, Distacco ma ogromne znaczenie na drodze duchowej, którą św. Alfons proponuje w dziele „O umiłowaniu Jezusa Chrystusa w życiu codziennym" (Pratica di amare Gesu Cństo). Rozdział 17 tego dzieła ukazuje nam jasno tę alfonsjańską naukę:

„Nasze przywiązanie do nieuporządkowanych skłonności sianowi prawdziwą przeszkodą w osiągnięciu jedności z Bogiem. Kiedy więc Pan chce pociągnąć duszę do swej doskonałej miłości, stara sieją oderwać od wszelkiego przywiązania do dóbr stworzonych. I tak najpierw odbiera jej dobra doczesne, światowe przyjemności, dobytek, zaszczyty, przyjaciół, krewnych oraz zdrowie ciała i poprzez te wszystkie straty, przykrości, upokorzenia, choroby i wreszcie samą śmierć oddala ją od wszystkiego co stworzone, aby tylko w Nim złożyła wszystkie swe upodobania ".

27.              Być może w nowicjacie dziwiło was częste wspominanie słowa distacco podczas rozważania tego tematu na wielu konferencjach. Być może, że konkretne przeszkody na jakie napotykał sam św. Alfons oraz współcześni mu Neapolitańczycy, w osiągnięciu głębszego zjednoczenie z Bogiem – więzy despotycznej rodziny, uroki światowych godności i kusicielski głos bogactw faktycznie nie są naszymi problemami. Ale i nam św. Alfons chce powiedzieć, że powinniśmy się uczciwie zastanowić nad naszym życiem, aby zobaczyć kto i co przede wszystkim zajmuje nasze serce. Bóg bowiem w całej pełni chce w nim zamieszkać. W 11 rozdziale dzieła "O umiłowaniu Jezusa Chrystusa w życiu codziennym", św. Alfons pyta: "Czy twoje serce jest tak opróżnione, aby wypełnił je Duch Święty?"

28.              Na pewno nie jest łatwo całkowicie zjednoczyć się z Bogiem. Wielu z nas boi się iść tą drogą, ponieważ łączy się ona często z cierpieniami. Ale jaka pozostaje nam alternatywa? Moglibyśmy próbować się uśpić poprzez pracę, pogoń za uznaniem, kontakty ludźmi, alkoholizm, strach albo urazy, aby zapomnieć o przeszłości i jej konsekwencjach. Nie mniej jednak, w chwilach wiadomości nie pozostaje nam nic innego jak z bojaźnią stwierdzić, że życie uciekło nam przez palce, że czas nie przeżyty jako kairos. w którym się nam objawia Bóg, zamienia się w naszego nieprzyjaciela.

29.              Nawet gdybyśmy się starali, i tak nie potrafilibyśmy zmienić większości sytuacji, z którymi się spotykamy. Prawda ta, chociaż oczywista na każdym etapie życia, to w podeszłym wieku wydaje się być jeszcze bardziej jasna. To co możemy zrobić w tej sytuacji, to określić wpływ jaki na nas mają osoby, miejsca i rzeczy. Święty Alfons pomaga nam zobaczyć w jaki sposób graniczenia związane z podeszłym wiekiem mogą stać się dla as zaproszeniem o zdania się na Bożą Opatrzność. Stać się to może jedynie wtedy, gdy odkryjemy i zrozumiemy głębię Jego wiernej ku nam miłości.

Droga prowadząca do distacco

30.       Św. Paweł, w liście do Filipian ukazuje nam drogę prowadzącą do distacco. Trzeci rozdział tego listu mógłby posłużyć jako wspaniały materiał do rozważań o starości. Jak św. Paweł opisuje swoją drogę do Boga? Rozpoczyna od praktyki powszechnie stosowanej przez osoby w podeszłym wieku: robi inwentaryzację swojego życia (Fil. 3, 4-6). Nie usprawiedliwia on wcale swojej przeszłości, ale widzi ją w inny sposób: "To co było dla mnie zyskiem, poczytałem jako stratę ze względu na Chrystusa" (w. 7). Daleki od pójścia pewną drogą asekuracji, Paweł ryzykuje wszystko:

"l więcej jeszcze: sądzę, że wszystko jest stratą wobec wzniosłości poznania Jezusa Chrystusa, mojego Pana, dla którego straciłem wszystko i uważam je za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim – nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – poprzez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, ze upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych" (Fil. 3, 8-12).

31.       Św. Paweł jest świadomym, że jeszcze nie osiągnął celu, ale jest pewien, że biegnie we właściwym kierunku. Wybiera akceptację przyszłości, nawet za cenę utraty wszystkiego, co dotąd uważał za wartościowe w swoim życiu, byle tylko pozyskać Jezusa Chrystusa. Nie gardzi z góry tym co traci; jedynie nic chce tego stawiać na równi z nieocenioną wartością swego bycia z Jezusem Chrystusem.

Wolni aby kochać

32.       Św. Paweł i św. Alfons uczą, że taka strata łączy się z większą wolnością ducha; to znaczy uwolnienia się od siebie samego, aby móc coraz bardziej i bez żadnych zastrzeżeń kochać. Jest to szczególny rodzaj miłości redemptorystowskiej, którą nasze Konstytucje nazywają; "miłością apostolską". Jest to nasz sposób uczestniczenia w posłannictwie Chrystusa, które jest czynnikiem jednoczącym nasze życie (Konst. 52). Miłość apostolska zakłada, e "chwała Boża i zbawienie świata... to jedna rzeczywistość" i, e "miłość do Boga i bliźniego utożsamiają się" (Konst. 53). wszystkich konsekwencji, we wszystkich następujących po sobie okresach naszej pielgrzymki, Redemptoryści są powołani do "życia w łączności z Panem przez realizacją miłości apostolskiej i szukanie chwały Bożej poprzez misjonarską miłość". XXII Kapituła Generalna potwierdziła nasze powołanie do miłości apostolskiej przez cale życie, kiedy poleciła:

„Każdy członek Zgromadzenia, niezależnie od wieku, niech poszukuje sposobów bycia wiernym służbie najbardziej opuszczonym, zwłaszcza ubogim, na rzecz których dokonaliśmy naszego wyboru w dniu naszej profesji" (Wskazania. 2.4).

33.       Niewątpliwie istnieją takie posługi, które mogą podejmować Redemptoryści w podeszłym wieku, posługi na rzecz ludzi opuszczonych, zwłaszcza ubogich. Mam tu na myśli np. to, że Redemptoryści w podeszłym wieku mogą bardziej skutecznie współczuć oraz nieść pociechę i nadzieję osobom chorym i starym. Niewątpliwie, wielu Redemptorystów w podeszłym wieku jest powołanych do realizacji miłości apostolskiej we własnej domowej wspólnocie, której życie jest pierwszorzędną formą głoszenia Ewangelii (por. XXII Kapituła Generalna, Wskazania, 3). Uważam, że istnieją przede wszystkim dwa szczególne sposoby posługi, które starsi współbracia mogą świadczyć swoim wspólnotom.

Pierwszy to ten, który sam św. Alfons starał się wypełniać. Gdy w listopadzie 1774 roku przygotowywał się do powrotu z Sant'Agata, pisał: "Kiedy powrócę do jednego z naszych domów mógłbym być pożyteczny szczególnie dla naszej młodzieży". Być może św. Alfons myślał o pomocy studentom w homiletyce czy teologii moralnej. Jego biografowie sugerują, że przykład jego życia w starości miał dobry wpływ na młodych współbraci. Redemptorysta w podeszłym wieku, który nie da się opanować chorobom czy ograniczeniom wieku, ale pozostaje pogodny, ufny i pełen miłości, jest nieocenionym przewodnikiem dla młodych współbraci.

34.       Drugi rodzaj posługi ma związek ze specyfiką naszego życia wspólnotowego. Często się zauważa, że próbując dokonywać rzeczy niezwykłych, tracimy okazję do zrobienia czegoś drobnego ale równie bardzo ważnego, z tej prostej racji, że wydaje się nam, iż ta drobna rzecz nie jest godna naszej uwagi. Tymczasem, współbrat w podeszłym wieku podejmując w naszych wspólnotach bardzo zwyczajne zadania, może mieć wielki wpływ na jakość naszego wspólnotowego życia. Przypominam sobie jak wspaniałomyślność pewnego ojca w podeszłym wieku, pomogła w pracy bardzo zajętej wspólnocie. Chociaż był na wpół sparaliżowany, codziennie po południu pełnił dyżur przy telefonie, podczas gdy pozostali współbracia byli zajęci pracą duszpasterską na dużej parafii. Pamiętam też swój pierwszy pobyt w Rzymie, kiedy widziałem, starego już O. Bernarda Häringa, jak w ogrodzie naszej wspólnoty pielęgnował kwiaty. Jestem pewny, że większość z was miała okazję wzruszyć się i podziwiać wspaniałą postawę współbrata w podeszłym wieku.

Zachować najlepsze wino na koniec (Jn. 2, 10)

35.       Św. Jan od Krzyża przypomina nam, że przy końcu życia będziemy sądzeni z miłości. To właśnie dlatego, przy zmierzchu naszej pielgrzymki przez życie w szczególny sposób jesteśmy wezwani do oderwania się od rzeczy przemijających, aby być bardziej wolnymi do miłowania. Jako prawdziwi misjonarze, nie powinniśmy zabierać ze sobą zbyt dużo bagażu. Przy końcu naszego pielgrzymowania to czego najbardziej będziemy potrzebować to miłość; miłość Boga w takim stopniu jak tylko On na to zasługuje i miłość bliźniego jak brata. Miłość Redemptorysty w podeszłym wieku, chociażby wyrażona w najprostszy sposób, może pozostawić trwałe wrażenie na współbraciach, zwłaszcza młodych.

36.       Jest to miłość, która "jest zaczynem" dla naszego ducha, jak działanie czasu dla dobrego wina. Pod koniec życia to miłość zadecyduje o jego słodyczy i aromacie, a nie o cierpkim smaku octu. Nie mniej jednak, tego rodzaju miłość nigdy nie leży całkowicie w zasiągu naszych możliwości. Jest ona natomiast wynikiem całego naszego codziennego życia charakteryzującego się ciągłym nawracaniem serca i nieustanną pracą nad przemianą ducha (Konstytucja 41). Dnia 29 listopada 2000 roku, zakończył swoje ziemskie pielgrzymowanie Ojciec Josef Pfab, były nasz Przełożony Generalny. Na jego pogrzebie jeden z młodych ojców opowiadał mi o ostatnim spotkaniu z Ojcem Józefem. Miało ono miejsce dzień lub dwa przed jego śmiercią. Kiedy miał sprawować Eucharystię w jego pokoju, w szpitalu, zapytał go o intencję w jakiej ma się modlić. Ojciec Józef odpowiedział: "Módl się, o moje nawrócenie na godzinę mojej śmierci". Św. Paweł miał to samo pragnienie kiedy pisał:

,,Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno (czynię): zapominając o tym co za mną, a wytężając siły ku (emu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie" (Fil. 3, 13-14).

37.       Niech Maryja nasza Matka, która towarzyszyła pierwotnej wspólnocie apostolskiej, i która nic wahała się oddać służbie innym, pomoże nam być wiernymi zawsze, a szczególnie wtedy, kiedy "cierpimy i umieramy za zbawienie świata" (Konst. 55).

Z braterskim pozdrowieniem w Chrystusie Odkupicielu,

Joseph W. Tobin, C.Ss.R.
Przełożony Generalny


(Tekst oryginalny jest w języku angielskim.)