Kiedy
miał zaledwie 12 lat, umiera jego ojciec
i na nim spoczywa troska o utrzymanie rodziny.
U jednego z mieszkańców miasteczka
uczy się krawiectwa, ten traktuje go bardzo
surowo i często nawet go bije. Po czterech
latach terminowania, kiedy mógł już
otworzyć własny warsztat krawiecki mówi,
że chce iść na służbę
do miejscowego biskupa Lacedonii. Przyjaciele
namawiają go, żeby tego nie robił.
Ale szykanowania i ciągłe wyrzuty, które
powodują, że po paru tygodniach służący
odchodzą, Gerarda nie odstraszają. Poddaje
się wszystkiemu i trwa na służbie
u biskupa przez trzy lata, aż do jego śmierci.
Gdy Gerard jest przekonany, że taka jest
Wola Boża, zgadza się na wszystko. Nie
zważa na bicie go przez krawca, czy szykanowanie
przez biskupa; w cierpieniu dostrzega sposób
naśladowania Chrystusa. Mając to na
uwadze zwykł był mówić:
„Jego Ekscelencja chce mojego dobra”.
Już wtedy długie godziny spędzał
Gerard przed Jezusem w Najświętszym
Sakramencie, który jest Sakramentem jego
Pana ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.
W
roku 1745, w wieku 19 lat, wraca do Muro i otwiera
zakład krawiecki, który dobrze funkcjonuje.
Jednak Gerard za swoją pracę pobiera
niewielkie wynagrodzenie i praktycznie prawie
wszystko co posiada rozdaje. Odkłada tylko
sumę konieczną na utrzymanie swojej
matki i sióstr, a resztę rozdaje ubogim
albo na msze św. za dusze w czyśćcu.
Żadne wydarzenie nie jest dla niego bez znaczenia;
wszystko pomaga mu wzrastać w miłości
ku Bogu. Podczas Wielkiego Postu w roku 1747 chce
jak najbardziej upodobnić się do Chrystusa.
Podejmuje więc surowe pokuty i, aby być
wyśmianym oraz upokarzanym przez innych,
udaje głupka i cieszy się, że ludzie
na ulicy śmieją się i kpią
z niego.
Pragnie
całkowicie oddać się na służbę
Bogu i prosi o przyjęcie do OO. Kapucynów,
ale ci odmawiają spełnienia jego prośby.
Mając 21 lat próbuje życia pustelniczego.
Jego pragnienie upodobnienia się do Chrystusa
jest tak gorące, że chętnie podejmuje
się odegrania głównej roli w
przedstawieniu Męki Pańskiej, roli Chrystusa,
w katedrze w Muro.
Spotkanie
z Redemptorystami
W
roku 1749 grupa 15 misjonarzy redemptorystów
przybywa do Muro, aby prowadzić misje w trzech
parafiach tego miasteczka. Gerard bardzo gorliwie
uczestniczy w misjach i odkrywa, że to jest
właśnie droga dla niego. Prosi więc
o przyjęcie do Redemptorystów, ale
o. Cafaro, ze względu na słabe zdrowie
kandydata, nie zgadza się na jego prośbę.
Gerard do tego stopnia naprzykrza się misjonarzom,
że w momencie opuszczania przez nich miasta,
o. Cafaro poleca rodzinie zamknąć
go w mieszkaniu.
Gerard
stosuje pewien wybieg, dzięki któremu
w przyszłości będzie znajdował
szczególne zrozumienie w sercach młodzieży
- wiąże ze sobą prześcieradła
z łóżek i spuszcza się przez
okno, aby dopędzić grupę misjonarzy.
Przebiegł prawie 18 km zanim to osiągnął.
„Zabierzcie mnie ze sobą, dajcie mi
okazję spróbować; jeżeli
próba nie wyjdzie możecie mnie wyrzucić
na ulicę”, mówił Gerard.
Wobec takiego uporu o. Cafaro nie pozostało
nic innego, jak dać mu przynajmniej szansę.
Posyła więc Gerarda do Deliceto, z listem,
w którym pisze: „Przysyłam wam
innego brata, który nie nadaje się
do pracy….”
Gerard
całkowicie rozmiłowuje się w tej
formie życia, którą św.
Alfons, założyciel Redemptorystów,
przewidział dla członków swojego
Zgromadzenia. Jest bardzo szczęśliwy
z odkrycia, że miłość do Jezusa
w Najświętszym Sakramencie stanowi centrum
ich życia oraz że bardzo istotna jest
dla nich miłość do Maryi, Matki
Jezusa. Swoje pierwsze śluby zakonne składa
16 lipca 1752 roku. Ku jego wielkiej radości
była to Uroczystość Najświętszego
Odkupiciela i równocześnie święto
Matki Bożej z Karmelu. Od tego dnia, z wyjątkiem
krótkiego pobytu w Neapolu i czasu spędzonego
w Caposele, gdzie umiera, całe swoje życie
przeżył we wspólnocie Redemptorystów
w Iliceto.
Etykieta
„nieużyteczny” nie będzie
już wkrótce aktualna. Gerard jest
wspaniałym pracownikiem i w następnych
latach będzie pracował jako: ogrodnik,
zakrystianin, krawiec, furtian, kucharz, stolarz
i murarz podczas prac remontowych w Caposele.
Jest bardzo pojętny – wystarczy, że
pójdzie do warsztatu rzeźbiarza i
bardzo szybko nauczy się robienia krzyży.
Jest skarbem dla wspólnoty, a jego ambicją
jest, żeby zawsze i we wszystkim pełnić
Wolę Bożą.
W
roku 1754 jego kierownik duchowy poleca mu, żeby
napisał na kartce, jakie jest jego największe
pragnienie. I napisał: „Bardzo kochać
Pana Boga; być zawsze zjednoczonym z Bogiem;
czynić wszystko dla Pana Boga; kochać
wszystkich ze względu na Pana Boga; wiele
dla Pana Boga cierpieć; jedyne co się
w życiu liczy, to pełnienie Woli Bożej”.
Ciężkie
życiowe doświadczenie
Prawdziwa
świętość zawsze jest wypróbowywana
przez krzyż. W roku 1754, Gerard przechodzi
przez ciężką próbę,
dzięki której nabył szczególnej
mocy pomagania matkom i ich dzieciom. Do dzieł
jego szczególnej gorliwości należy
zaliczyć zachęcanie i pomaganie dziewczętom,
które chcą wstąpić do klasztoru.
Często stara się o zdobycie dla ubogich
dziewcząt przepisanego posagu, bez którego
nie można było wówczas wstąpić
do klasztoru.
Neria
Caggiano to jedna z tych dziewczyn, którym
pomagał Gerard. Traci jednak pragnienie życia
w klasztorze i po trzech tygodniach wraca do domu.
Celem usprawiedliwienia swojej decyzji, Neria
rozpowszechnia fałszywe wiadomości o
zakonnicach w klasztorze. Kiedy jednak prosty
lud nie wierzy w jej opowiadania o życiu
w klasztorze poleconym jej przez Gerarda, postanawia
w obronie swego dobrego imienia skompromitować
swego dobrodzieja. Pisze więc list do św.
Alfonsa, przełożonego Redemptorystów,
w którym oskarża Gerarda o popełnienie
grzechów nieczystych z młodą
dziewczyną, córką rodziny, w
której domu Gerard często zatrzymywał
się podczas swoich misjonarskich podróży.
Święty Alfons wezwał Gerarda, żeby
się wytłumaczył z tych oskarżeń.
Zamiast się bronić, Gerard, za wzorem
swego Boskiego Mistrza, milczy. W tej sytuacji,
św. Alfons nie miał nic innego do zrobienia,
jak surowo ukarać młodego zakonnika.
Zakazuje mu więc korzystania z przywileju
przyjmowania Komunii Świętej i wszelkiego
kontaktu ze światem zewnętrznym.
Nie
było łatwo dla Gerarda zrezygnować
z zapału o zbawienie drugich, nie da się
jednak tego porównać z faktem zabronienia
mu przyjmowania Komunii Świętej. Cierpi
do tego stopnia, że prosi o pozbawienie go
przywileju służenia do mszy św.,
ponieważ obawia się, że z powodu
tak wielkiego pragnienia Komunii Świętej
mógłby kapłanowi wyrwać
z rąk konsekrowaną hostię.
Wkrótce
potem Neria poważnie zachorowała i sama
napisała do św. Alfonsa, że jej
oskarżenia wobec Gerarda były fałszywe,
że je sama wymyśliła i są
oszczerstwem. Święty Alfons poczuł
się bardzo szczęśliwy na wieść,
że jego syn jest niewinny. Ale Gerard, który
nie popadł w przygnębienie wskutek tej
próby, nie przeżywa specjalnej radości,
gdy został uniewinniony. W obydwu wypadkach
czuł, że spełnia się Wola
Boża i to mu wystarcza.
Cudotwórca
Niewielu
świętych może się poszczycić
tyloma cudami, które przypisuje się
świętemu Gerardowi. Proces jego beatyfikacji
i kanonizacji ujawnia, że dokonał bardzo
wielu cudów wszelkiego typu i rodzaju.
Często
wpada w ekstazę rozważając o Bogu
i Jego Woli. W tych przypadkach było widać,
że jego ciało unosi się kilka centymetrów
ponad ziemię. Wielu naocznych świadków
stwierdza, że więcej niż jeden
raz można go było zobaczyć i rozmawiać
z nim w dwóch różnych miejscach
równocześnie. Większość
cudów zdziałał, aby przyjść
z pomocą innym. Nadzwyczajne zdarzenia, o
których tu mówimy są czymś
normalnym, gdy patrzy się na jego życie.
Przywraca życie pewnemu chłopcu, który
spadł z bardzo wysokiej skały; błogosławi
słaby plon zboża biednej rodziny i zboża
wystarcza im do najbliższych zbiorów;
w wielu wypadkach rozmnaża chleb przeznaczony
dla ubogich. Pewnego dnia chodzi po wzburzonych
wodach, aby doprowadzić łódkę
pełną rybaków do pewnej przystani.
Wiele razy Gerard wyjawia ludziom ich ukryte grzechy,
których się wstydzili wyznać
na spowiedzi, doprowadzając ich do skruchy
i pokuty po otrzymaniu rozgrzeszenia.
Również
jego cudowny apostolat na rzecz matek jest przyczyną
jego sławy jeszcze za życia. Pewnego
dnia, gdy wychodził z domu swoich przyjaciół,
rodziny Pirofalo, jedna z córek zwraca
mu uwagę, że zostawił w domu swoją
chusteczkę do nosa. Natychmiast w swojej
proroczej wizji Gerard mówi: „Zatrzymaj
ją sobie. Któregoś dnia ci się
przyda”. Chusteczka jest przechowywana jako
miła pamiątka po Gerardzie. Kilka lat
później dziewczyna, której
pozostawił tę chusteczkę, znalazła
się w niebezpieczeństwie śmierci
w czasie porodu. Przypomniała sobie słowa
Gerarda i poprosiła o chusteczkę. Prawie
natychmiast niebezpieczeństwo minęło
i urodziła przepiękne dziecko. W innym
przypadku, matka prosi Gerarda o modlitwę
ponieważ znalazła się w niebezpieczeństwie
wraz z dzieckiem, które nosi w swoim łonie.
Obydwoje natychmiast ocaleli i odzyskali zdrowie.
Śmierć
i chwała
Ponieważ
Gerard był słabego zdrowia, było
oczywiste, że zbyt długo nie pożyje.
W roku 1755 nawiedza go gwałtowny krwotok
połączony z biegunką i śmierć
może nastąpić w każdej chwili.
Nie mniej jednak musi jeszcze dać wielką
lekcję na temat mocy posłuszeństwa.
Jego kierownik duchowy prosi go, żeby wyzdrowiał,
jeżeli taka jest Wola Boża. Natychmiast
znika choroba, a on opuszcza łóżko
i włącza się w życie wspólnotowe.
Wie jednak, że jest to tylko chwilowe polepszenie
i pozostaje mu jeszcze niewiele ponad miesiąc
życia.
Wkrótce
potem wraca do łóżka i przygotowuje
się na śmierć. Poddaje się
całkowicie Woli Bożej. Na drzwiach swojej
zakonnej celi umieszcza napis: „Tutaj spełnia
się Wolę Bożą, tak jak chce
Bóg i jak długo będzie chciał”.
Często można słyszeć, jak
powtarza następującą modlitwę:
„Boże mój, pragnę umrzeć,
aby wypełnić Twoją Wolę”.
Niedługo przed północą 15
października 1755 roku jego niewinna dusza
ulatuje do nieba.
Kiedy
umiera Gerard, brat zakrystianin ze wzruszenia
uderza w świąteczny dzwon, zamiast w
dzwony pogrzebowe. Tysięczne tłumy stają
przy trumnie „swojego świętego”,
aby zabrać jakąś pamiątkę
od tego, który tyle razy przychodził
im z pomocą. Po śmierci Gerarda prawie
w całych Włoszech dzieją się
za jego wstawiennictwem cuda. W roku 1893, zostaje
on beatyfikowany przez Papieża Leona XIII,
a 11 grudnia 1904 roku, Papież Pius X zalicza
go w poczet świętych Kościoła
Katolickiego.
Święty
matek
Na
skutek cudów dokonanych przez Boga za wstawiennictwem
św. Gerarda dla dobra matek, mamy Włoskie
podjęły wielkie starania, żeby
ogłosić go ich patronem. W czasie procesu
beatyfikacyjnego stwierdzono, że Gerard był
znany jako „święty od szczęśliwych
porodów”.
Tysiące
matek mogły doświadczyć mocy św.
Gerarda poprzez „Bractwo św. Gerarda”.
Wiele szpitali swoje oddziały porodowe poświęca
św. Gerardowi i pomiędzy pacjentki rozdzielane
są medaliki oraz obrazki św. Gerarda
wraz z umieszczoną tam odpowiednią modlitwą.
Tysiącom dzieci rodzice nadawali imię
Gerarda w przekonaniu, że poród był
szczęśliwy dzięki wstawiennictwu
świętego. Nawet dziewczynkom nadawano
jego imię i stąd powstały interesujące
przekształcenia imienia "Gerard"
na: Gerarda, Geralina, Gerardina, Geriana i Gerardita.